który domagał się wysłuchania. Jak gdyby coś
– albo ktoś – nalegało dwukrotnie, tylko po to, bym wreszcie nauczył się słuchać.
Od tamtej pory nie ignoruję już tego bezimiennego niepokoju. Nie czekam, aż stanie się on pilny czy oczywisty. Daję mu
przestrzeń, chronię go i działam – nawet jeśli nie mam na to żadnych racjonalnych dowodów. Zrozumiałem bowiem, że intuicja nie zawsze dostarcza wyjaśnień, ale zawsze ma jakiś sens.
Wniosek, do którego doszedłem tamtego wczesnego ranka, jest prosty: słuchanie własnego wewnętrznego głosu nie jest ani słabością, ani przesądem, lecz słusznym sposobem dbania o