
Bądźmy szczerzy przez chwilę: bycie gościem w czyimś domu może czasami przypominać wędrówkę po prywatnym muzeum, gdzie nie ma wywieszonych zasad.
Kiedyś otworzyłem szafkę znajomego, desperacko szukając szklanki wody, i przypadkowo natknąłem się na zapas olejków eterycznych, dokumenty podatkowe i bardzo nieoczekiwany list od kręgarza. Zatrzasnąłem drzwi i udawałem, że nic nie widzę, ale poczucie winy wciąż dręczyło mnie w głowie. Wiedziałem, że nie powinienem był tu grzebać, ale w chwili pragnienia ciekawość wzięła górę. To było bardzo niekomfortowe.
Jeśli kiedykolwiek czułeś się jak „kaktus na ścianie” w czyimś korytarzu,