owiec, wozów, dzieci i chmur. Kiedy ktoś pytał, co jest w nim najcenniejsze, Helena uśmiechała się tajemniczo i mówiła:
– Gdzieś tam jest pies. Kto go znajdzie, ten dostanie nagrodę.
Przez lata przychodzili sąsiedzi, listonosz, ksiądz, a nawet inspektor z urzędu gminy, który wpadł w sprawie podatku, ale zatrzymał się przed gobelinem na dwie godziny. Każdy wypatrywał czworonoga. Ktoś widział „coś
podobnego do psa” w kształcie krzaka, ktoś inny wskazywał owcę z wyjątkowo długim pyskiem. Helena kręciła głową.
– To nie pies. Szukajcie dalej.
Pewnego lata do Heleny przyjechała wnuczka, dziesięcioletnia Zosia,