Mój syn oddał swój parasol nieznajomej w deszczu – Następnego ranka na naszym trawniku pojawiło się 47 parasoli, każdy z numerem

poranki później otworzyłem drzwi wejściowe, żeby wziąć gazetę i upuściłem kubek z kawą. Roztrzaskał się o werandę.

Gorąca kawa wylała mi się na kostkę, ale ja tego nawet nie zauważyłam.

Widziałem tylko swoje podwórko, pełne otwartych parasoli.

Było ich czterdzieści siedem.

Były ułożone w równych rzędach od skrzynki pocztowej aż do klonu. Pod każdym parasolem znajdowało się małe białe pudełko z numerem namalowanym na pokrywce.

Ponumerowane od 1 do 47.

„Mamo?” – zawołał za mną Eli.

Wyszedł na werandę boso, a jego włosy sterczały na wszystkie strony.

„Patrz!” – ostrzegłem. „Upuściłem kubek.